Żankę dopadła grypa.
Z powodu męczącej gorączki nie będzie jeszcze dziś recenzji.
Słodkiego wpisu walentynkowego też nie będzie.
Jest tylko piosenka.
"I know you think that I shouldn't still love you
I'll tell you that
But if I didn't say it
Well, I'd still have felt it
Where's the sense in that?"
"Kto czyta książki, żyje podwójnie" Umberto Eco
czwartek, 14 lutego 2013
piątek, 8 lutego 2013
music is the key
Helloł:)
Wiem... - Nie, to byłoby zbyt aroganckie i pewne siebie. Mam nadzieję, że czekacie na post z recenzją kolejnej książki (będzie od razu z recenzją dwóch). Obiecuje, że wkrótce się taki pojawi, ale dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma utworami, które ostatnio mi towarzyszą.
Wiem... - Nie, to byłoby zbyt aroganckie i pewne siebie. Mam nadzieję, że czekacie na post z recenzją kolejnej książki (będzie od razu z recenzją dwóch). Obiecuje, że wkrótce się taki pojawi, ale dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma utworami, które ostatnio mi towarzyszą.
Pozdrawiam!
piątek, 11 stycznia 2013
O miłości do reportaży

Witam Wszystkich po dość długiej nieobecności. Okres świąteczno-noworoczny zdecydowanie nie sprzyja jakiejkolwiek pracy, wybija z wszelkiego rytmu i rozleniwia. Na mnie niestety też tak podziałał. Dopiero od kilku dni drastycznie wracam do mojej rzeczywistości. Nie oznacza to jednak, że cały miesiąc, w czasie którego do Was nie pisałam – nie czytałam. Przeciwnie, udało mi się przeczytać dwie książki. Jedną dłuższą, drugą krótszą. Jedną wspaniałą, drugą zdecydowanie niewartą uwagi.
Pamiętacie jak pisałam Wam, że z uwagi na zimę za oknem, zabiorę się za czytania „Lata miłości”? Zabrałam się i nawet przeczytałam do końca tą książkę, ale tylko dlatego, że nienawidzę nie kończyć rozpoczętych lektur.
Przedstawiona historia nie jest zbyt oryginalna, ale to nie jest właściwie moim głównym zarzutem. Najgorsze jest to, że napisana jest bardzo nudno, bez konkretnej akcji, punktu kulminacyjnego czy dobrych dialogów, które by mną poruszyły. Czasami książka warta jest przeczytania choćby dla kilku pięknych sentencji, które mogą być drogowskazem dla naszego życia. W tej niestety nie znalazłam niczego i bardzo mnie to rozczarowało.
Przedstawię po krótce. Ellie to dziewczyna, która wychowywała się w przyklasztornym sierocińcu. W pewnym momencie swojego życia podejmuje pracę na farmie u sporo starszego od siebie wdowca. Niedługo potem, właściwie z niewiadomych przyczyn, wychodzi za niego za mąż. Dillahan – współmałżonek Ellie, ciągle cierpi po stracie pierwszej żony. Dziewczyna jest wystawiona na ciągłe porównania ze zmarłą poprzedniczką. Jej życiem rządzi schemat i przyzwyczajenie. Wszystko zmienia się, kiedy pewnego dnia dziewczyna spotyka na swojej drodze intrygującego nieznajomego. Pomiędzy Ellie a przybyszem wybucha gwałtowne uczucie. (Choć na moje oko słowo ‘gwałtowne’ nie jest tu chyba zbyt trafione) Florian – nieznajomy przyjezdny, nie zdradza jednak swojej ukochanej, że wkrótce emigruje. Ellie nie chce oszukiwać męża, ale nie potrafi zakończyć letniego romansu…
W całości lektury ciekawe było dla mnie jedynie zapoznanie się z irlandzką rzeczywistością, w której toczyła się akcja. Niestety nie polecam Wam lektury „Lata miłości” i nie dodam chyba już do tego nawet pół zdania.
Bardzo
gorąco polecam Wam za to drugą książkę, z którą miałam niewątpliwą przyjemność
zapoznać się w tym luźniejszym czasie. Nie ukrywam, że był to bardzo trafiony
prezent gwiazdkowy, który bezsprzecznie podniósł wartość mojej prywatnej
biblioteczki. Mowa o „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza
Szczygła”. Z czystym sumieniem będę proponowała każdemu przeczytanie tej
antologii. Nawet tym, którzy na co dzień nie są miłośnikami literatury faktu.
Zbiór Szczygła zawiera 27 reportaży wybitnych polskich twórców tego gatunku.
Teksty te publikowane były wcześniej w dodatkach do „Gazety Wyborczej” czy w „Polityce”.
Znajdziecie tam reportaże między innymi: Wojciecha Tochmanna, Witolda
Szabłowskiego, Jacka Hugo-Badera, Lidii Ostałowskiej, Mariusza Szczygła itd. Nie czuję się na tyle mądra żeby konkretnie oceniać te teksty. Jestem chyba na to „za malutka”. Mogę Wam jednak powiedzieć, że te reportaże się pochłania, czyta z przerażeniem, wypiekami na twarzy, wzruszeniem. Sam Szczygieł powiedział kiedyś, że „reportaże zostawiają nas z tym czymś, z czym zostawia nas wybitne malarstwo” – i ja się z tym całkowicie zgadzam. Rzeczywistość przedstawiona w tym zbiorze zakrawa o absurd. Zdecydowanie jestem w szoku po poznaniu tej prawdy o Polsce. Większość tych reportaży mówi o Polsce z czasów PRLu. O takiej Polsce, o której ja – urodzona w 1991 roku – nie mam bladego pojęcia. Tym bardziej cieszę się, że przeczytałam ten zbiór. Otworzył mi oczy, potrząsnął mną.
W tej antologii możecie poznać historię „Długu”, na podstawie której powstał znany film Krzysztofa Krauze, możecie przeczytać o ludziach żyjących serialami, o przemycie narkotyków w żołądku, o graniu na giełdzie, o Imperium Rydzyka, o modzie na siłownie, o disco polo, o początkach Centrum Handlowego Arkadia, o architekturze polskiej prowincji, o „trendsetterach” i „lansie”, o kulcie Amway’a, o człowieku z anulowaną pamięcią – który notabene stał się symbolem nauki życia od nowa w Nowej Polsce. Wyliczając dalej zapoznacie się z reportażem o dwóch mamach Jasia, o liście Wildsteina, o ZOMO; natkniecie się na niezwykle ciekawy reportaż stworzony z ogłoszeń prasowych, reportaż o Polakach na seks czasie, o podziemiu aborcyjnym, o rozkładzie edukacji, o księdzu geju, związkach homoseksualnych, o WTC.
Nie jestem pewna czy nic nie ominęłam. Chciałam Wam tylko wyliczyć. O każdym z tych reportaży można by mówić z osobna. Waga każdego z nich jest inna. Jedne są cięższe i trudniejsze do przełknięcia, drugie nieco lżejsze. Po lekturze, tych w moim odczuciu najcięższych, najbardziej przerażało mnie, że przecież reportaż to opowieść o tym co wydarzyło się naprawdę. Nie ma w nim cienia fikcji literackiej. To jest właśnie rzeczywistość….
Niezwykle wzruszający był dla mnie (UWAGA możecie się zdziwić) reportaż o księdzu geju zarażonym wirusem HIV pt. „Wściekły pies” Wojciecha Tochamana. Kazanie, które układa sobie w głowie zrozpaczony kapłan jest niebywale szczerą spowiedzią, której słowa mogą oburzyć, zawstydzić, rozgniewać… a mnie wzruszyły. Choć na co dzień nie pałam sympatią do księży, szczerość Tego obudziła we mnie spojrzenie na Niego jak na (po prostu!) człowieka. Człowieka przestraszonego, grzesznego i samotnego. Wzbudził we mnie niespotykaną litość. Następny, który bardziej przykuł moją uwagę (pewnie z racji płci) to reportaż Lidii Ostałowskiej pt. „Bolało jeszcze bardziej” o polskim podziemiu aborcyjnym. Nie chce teraz opowiadać się za, czy przeciw… albo kiedy to wg mnie dopuszczalne, kiedy nie bardzo. Nie o to chodzi. Kobiety decydują się na aborcje z różnych (bardzo różnych!) powodów i nie mnie to oceniać. Najbardziej odrażające jest jednak to, w jakich warunkach i atmosferze się to odbywa. Ciarki na plecach!
Po przeczytaniu tej antologii moje zakochanie w dziennikarstwie i reportażu przerodziło się w prawdziwą miłość. Ogólnie mam bzika na punkcie książek – to prawda, ale czytanie tej, bardzo często, obrzydliwej prawdy jaką pokazują reportaże jest elektryzujące, przerażające i wzruszające. To uczucia, które rzadko udaje się wywołać innym gatunkom. Naprawdę gorąco polecam! Absolutnie każdemu. Chyba, że nie jesteście zbyt odważni aby poznać prawdę…
Nadal jestem zasypana masą książek, które chce przeczytać. Moja własna biblioteczka jest w dalszym ciągu przeze mnie nieokiełznana – co właściwie bardzo mnie cieszy. Okres urodzinowo- świąteczny dostarczył kolejnych zdobyczy, dodatkowo sama nie opanowałam się przechadzając się po Empiku. Także ja wkładam ponownie nos w książki (te czytane dla siebie, ale również potrzebne do napisania [O ZGROZO!] pracy licencjackiej), a Wy… róbcie co chcecie, byle dawało Wam to tak dużo – jak mi czytanie.
Ściskam!
Ps. Zwykle polecam Wam tylko książki czy artykuły w gazetach. Dziś jednak nie mogę powstrzymać się od podzielania się z Wami piosenką, która ostatnio wkradła się do mojej głowy i nie chce jej opuścić. To nie jest żadna nowość, a ze mnie żaden znawca muzyki... Jednak znawcą książek też się nie uważam, a jednak o nich do Was piszę. Więc:
Ta piosenka stała się dla mnie pięknym hymnem o byciu dobrym dla innych. Może i wy znajdziecie w niej inspirację...
Ż.O
(zaneta.obrzut@wp.pl)
wtorek, 11 grudnia 2012
MIŁOŚĆ ORAZ INNE DYSONANSE
„Jest
w Tobie, w Twoim mózgu, taki obszar, który należy do czułego, wrażliwego,
kochającego, romantycznego, zapobiegliwego, opiekuńczego, pełnego troski i
empatii mężczyzny. Takiego, z którym chciałoby się mieć od razu wnuki. I wtedy
trudno Cię nie kochać, i nie chcieć Cie mieć na wieczną, wyłączną własność.
Takiego dobrego i wymarzonego, co to całuje moje rzęsy na dobranoc i od rana
troszczy się o wszystko.”Być może całkiem przypadkowo, częstuje Was na początek akurat tym cytatem z najnowszej książki Janusza Leona Wiśniewskiego. Być może dlatego, że dziś akurat czytałam ten fragment i sprawił, że na chwilkę zwolniło wszystko dookoła. Możliwe nawet, że tylko mi się wydawało, że zwolniło… Po prostu dla mnie przez moment świata mogło nie być. Tylko ja i magiczna chwila zadumy z lekturą w ręku…
Ponieważ Wiśniewski nie jest dla mnie „jednym z wielu” pisarzy, może najpierw kilka słów o nim – tak, tytułem wstępu.
Pisarz, naukowiec, rybak dalekomorski. Urodzony w Toruniu w 1954 roku, na stałe mieszka we Frankfurcie nad Menem. Jest magistrem fizyki, ekonomii, doktorem informatyki i doktorem habilitowanym (!!!) chemii. Do tej pory nie rozgryzłam, jak do tego wszystkiego może być tak dobrym pisarzem. Choć na co dzień zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla chemików, jego książki – jedna za drugą – znajdują miejsce w mojej prywatnej biblioteczce. Sam o sobie napisał: „ Panie, pozwól mi być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies”. Zadebiutował, pewnie znaną większości, „S@motnością w sieci” w roku 2001. Miałam wtedy dziesięć lat i musiałam „chwilę” poczekać zanim mogłam zapoznać się z jego pierwszym dziełem. Mamy końcówkę roku 2012, a ja czytałam Samotność już 4 razy. Pierwszy raz, kiedy miałam trzynaście lat. Przeczytałam ją z wypiekami na twarzy i nieskrywaną fascynacją, ale to dopiero za drugim razem – kiedy miałam lat szesnaście – pokochałam tą książkę. Do tej pory jest dla mnie number one, ale książka o której dziś Wam opowiem (jak już przestane się rozwijać o sobie;)) jest w podobnym klimacie i na mojej liście utworów Wiśniewskiego plasuje się blisko Samotności. Do rzeczy….
„Miłość i inne dysonanse” Wiśniewski napisał w duecie z Rosjanką Iradą Wowenko.
W książce bliżej poznajemy historie dwóch osób. Jedną z nich jest Struna – czterdziesto paro letni, niespełniony krytyk muzyczny, Polak mieszkający w Niemczech. Drugą postacią jest Anna, niespełna czterdziestoletnia pracownica moskiewskiego Archiwum Państwowego. Jak możecie się już domyślić, Strunę opisywał Wiśniewski, świat Anny budowała Wowenko.
Struna to mężczyzna po przejściach, który leczy swoje, poharatane życiem, serce w szpitalu psychiatrycznym w Pankow, dzielnicy Berlina. Anna jest żoną moskiewskiego biznesmena, który nie potrafi okazać jej ciepła i szacunku. Żyje w luksusie, który nie jest w stanie wynagrodzić jej emocjonalnej kostnicy. Obydwoje szukają miłości i zrozumienia, często z różnym skutkiem. Poza poznaniem tej dwójki, lektura pozwala zmierzyć się z losem (często bardzo tragicznym) wielu pobocznych bohaterów. Bardzo dotknął mnie los Joanny – nauczycielki z Krakowa, bezgranicznie zakochanej w Strunie.
Joanna to kobieta mądra, dojrzała i świadoma. Szczególnie świadoma tego, że jej wybranek nie jest w stanie kochać ją tak bardzo, jak ona jego. To smutny obraz kobiety, która kocha, czeka, tęskni, cierpi i karmi się każdą chwilą, każdym strzępkiem bliskości ukochanego.
Tragiczny jest również los Svena, pacjenta tego samego szpitala psychiatrycznego, w którym przebywał Struna. Znalazł się tam, po tym jak jego żona i córka, jadąc na spotkanie z nim, zginęły w okropnym wypadku samochodowym. Książka serwuje naprawdę cierpkie, życiowe historie.
Anna
i Struna spotkają się w Moskwie, w znaczącym dla obydwojga czasie. On wyruszy w
podróż do Rosji, aby odnaleźć pewną kobietę i samego siebie. Ona będzie na
skraju wytrzymania wiecznego poniżania i upokarzania przez swojego męża (męża…
pfff - jak dla mnie, jest on jedynie marną karykaturą męża!). Jego wizyta w
Państwowym Archiwum będzie katalizatorem do reakcji chemicznej, jaka zacznie
między nimi przebiegać. Ta pełna
pożądania i uczuć reakcja da początek gwałtownemu romansowi…. Dzięki udziale Irady Wowenko, w książce znajdują się bardzo wiarygodne opisy Rosji i jej mieszkańców. Ciekawym było poznawanie ich kultury, zwyczajów i mentalności. Bardzo podoba mi się również to, że bohaterowie książki nie są ludźmi bardzo młodymi, pełnymi wigoru i sił. Uczy to, że ludzie w średnim wieku, również kochają, pragną, uprawiają seks, przeżywają romanse i nieszczęśliwe miłości – do czego oczywiście mają pełne prawo!
Dodatkowo książka pełna jest muzyki, która wybrzmiewa na, przynajmniej, co drugiej stronie. Wiśniewski w typowym dla siebie stylu opowiada historie, które nie są wyssane z palca, co daje wiarę w istnienie prawdziwych miłości i namiętności w dzisiejszym, zmaterializowanym świecie.
Prawie bym zapomniała! Historia rozgrywa się w trzech krajach, w Polsce, Rosji i Niemczech, w kwietniu 2010 roku. Po raz pierwszy (chyba) jakiś pisarz, ujął w swoim utworze motyw katastrofy smoleńskiej. Dodatkowo udało się to zrobić bez choćby cienia polityki w tle. Bardzo fajne ujęcie, które pokazuje zwykłe, ludzkie reakcje na to wydarzenie. Brawo!
Książkę polecam czytać w samotności, ponieważ zawiera całe mnóstwo momentów, które wzruszają, przerażają i zawstydzają… Takie uczucia należy raczej celebrować samemu. Sugerowałabym lampkę wina, jako dobry dodatek do „konsumpcji” tego utworu!

A oto książki, które znajdują się w mojej literackiej poczekalni;) Za oknami zrobiło się biało i zimno. Właśnie dlatego, do rąk biorę "Lato miłości". Może lektura tej książki odpędzi to permanentne zimno.
Pozdrawiam,
Żaneta
Lokalizacja:
Wrocław, Polska
środa, 21 listopada 2012
Newsweek 19-25.11.12

Wiem, że to kolejny post tego dnia, ale muszę
wykorzystać odrobinę czasu na pisanie do Was;-)
Tak jak się tego spodziewałam najnowszy Newsweek znowu oferuje sporo ciekawych artykułów.
Gorąco polecam zapoznanie się z tekstem Kuby Wojewódzkiego - „Kiedy myślę Polska”. Kontrowersyjny publicysta przedstawia w nim swój pogląd na temat sytuacji polityczno-społecznej naszego kraju. Po Kubie można było spodziewać się ostrych i „smacznych” spostrzeżeń, ale riposta znajdująca się na końcu artykułu stanie się moją favorite – „Z ostatniej Diagnozy Społecznej wynika, że 80 procent Polaków jest zadowolonych ze swojego życia tutaj. No cóż, widocznie pozostałym 20 procentom brakuje pieniędzy na narkotyki.” Kuba sprzedaje nam smutną prawdę na temat naszej mentalności, nie szczędzi słów krytyki. Naprawdę warto przeczytać!
Kolejnym ciekawym artykułem jest tekst Małgorzaty Święchowicz - „Tu zabija plotka”. To historia gimnazjalistki z Trąbek Wielkich, która odebrała sobie życie, ponieważ nie uniosła plotek na temat jej romansu z nauczycielem wf-u. Przypadek nie jest nadzwyczaj niespotykany, ale artykuł uświadamia siłę plotki. „- Może zabić, ma taką siłę” – prof. Dionizjusz Czubala, „- Od plotki bardzo trudno się odciąć, w którymś momencie zaczyna żyć własnym życiem”– dr Krystyna Kmiecik-Brana. Warto do tego zajrzeć…
Bardzo zaciekawił mnie również artykuł zatytułowany „Płeć szarych komórek” autorstwa Olgi Woźniak. Wyjaśnia, na którym etapie naszego życia warunkuje się w nas kwestia płci. Co ciekawe odbywa się to już w życiu prenatalnym! Dodatkowo autorka wyszczególnia różnice mózgu męskiego i żeńskiego… Wiedzieliście, że naturalną cechą męskich umysłów jest łagodny autyzm? A w naszych (kobiecych) mózgach mamy wrodzoną skłonność do anoreksji? Bardzo ciekawy artykuł!
Raczej nie chciałam o tym dodawać i zagłębiać się w kwestię smoleńską, ale jeśli ktoś zainteresowany jest kulisami dochodzenia to zdradzę, że Michał Krzymowski i Wojciech Cieśla ujawniają co jest w 70 tomach akt śledztwa smoleńskiego… Odrobiną ironii będzie teraz dodanie: Miłej lektury!;-)
Ps. Przypomniało mi się, że dodatkiem do tego numeru Newsweeka jest przewodnik po winach! Powinno być to zachętą dla miłośników tego trunku;-)
Ps2. Pozdrawiam sprzed mojego "centrum dowodzenia" ;-P
Żaneta
Miłość to obietnica, miłość to souvenir
„Każdy powinien pilnie zważać, dokąd ciągnie go
serce, po czym wybrać tę drogę i trzymać się jej ze wszystkich sił.”
Właśnie ten cytat z kolejnej książki jaką chciałabym Wam przedstawić i polecić, zasłużył wg mnie najbardziej na umieszczenie go na wstępie. Dążenie ze wszystkich sił do tego, czego pragniemy, co czujemy i za czym tęsknimy jest w dzisiejszych czasach bardzo trudne. Mimo to nadal ogromnie istotne. Przecież nikt z nas nie chciałby stać kiedyś na progu śmierci i żałować utraconych szans na szczęście….
„Souvenir” to literacki debiut Therese Fowler. Podsunęła mi go przyjaciółka. Pożyczając mi tę książkę powiedziała tylko: „Na pewno będziesz płakać, bo nawet ja na końcu się popłakałam”. „Nawet ja” miało oznaczać, że nie zdarza jej się zbyt często i bez powodu ronić łzy. W naszej relacji to ona zdecydowanie jest Rozum, a ja Serce. Połknęłam tą książkę w mgnieniu oka, przeżywając każdy kolejny rozdział bardziej i bardziej… ale do rzeczy!
Meg Powell to mieszkająca w Ocala ginekolog- położnik, która - mogłoby się wydawać - ma wszystko. Satysfakcjonująca praca, porządny i zaradny mąż, pozornie grzeczna i obdarzona talentami córka – Savannah. To "wszystko" pozbawione jest jednak najważniejszego – szczęścia.
Kobieta siedemnaście lat temu poślubiła bogatego bankiera Briana Hamiltona, aby pomóc swojej rodzinie. Mężczyzna zgodził się w zamian za jej rękę anulować dług hipoteczny, jakim była obciążona farma jej rodziców. Podejmując ten drastyczny krok Meg rezygnuje ze szczęścia, jakim miało być spędzenie całego życia z jej jedyną i największą miłością Carsonem McKayem – ubogim synem sąsiadów. Ostatnią noc przed ślubem kobieta spędza z ukochanym, raniąc tym dogłębnie siebie i jego.
Próbując zrekompensować sobie brak miłości w małżeństwie, Meg zatraca się w pracy. Klinika i wychowywanie córki to jedyne, co nadaje sens jej życiu. Jednak zaangażowanie w prace zaczynają utrudniać jej niepokojące objawy – krótkotrwały paraliż ręki, a następnie również nogi. Gdy objawy nasilają się, Meg odwiedza neurologa. Diagnoza raz na zawsze zmienia bieg jej życia. Okazuje się, że cierpi na stwardnienie zanikowe boczne – chorobę Lou Gehriga. Będąc absolwentką medycyny Meg doskonale wie, że zanik mięśni prowadzi do nieuchronnej, pozbawionej godności śmierci. Bohaterka tylko początkowo wpada w panikę, którą zastępuje gotowość do działania. Postanawia wykorzystać czas względnej sprawności: chce odbudować zaniedbaną przez pracę relację z dorastającą córką i…. odzyskać utraconą miłość.
W między czasie autorka książki pozwala poznać nam Carsona McKaya, który jest obecnie wielką gwiazdą rocka. Pomimo tylu lat nigdy nie wyleczył się do końca z dawnej miłości. Jego uczucia obecne są w komponowanych przez niego utworach. Choć bycie rockmanem zapewniło mu luksus, sławę i dostęp do pięknych kobiet – on nigdy nie potrafił się zaangażować. Również teraz, pomimo zbliżającego się ślubu, nie umie w pełni odwzajemnić uczuć młodziutkiej surferki Val.
Nagłe spotkanie Meg i Carsona budzi uśpione uczucia. Kobieta stojąca u progu śmierci nabiera odwagi aby żyć i umierać w zgodzie ze sobą. Próbując zbliżyć się do córki odkrywa jej nastoletnie problemy. Pisze dla niej wzruszający dziennik w celu przekazania jej swej życiowej mądrości. Czy uda jej się wykorzystać pozostały czas i być szczęśliwą…?
Nie bardzo chciałabym zdradzać Wam więcej, ponieważ odbiorę przyjemność czytania (oczywiście o ile ktoś sięgnie po „Souvenir”). Książkę czyta się lekko a dostarcza ona tylu emocji, skłania do przemyślenia swojego życia, wzrusza. To piękna historia kobiety, która kochała wielką, płomienną miłością, ale musiała z niej zrezygnować – poślubiła innego. Myślę, że niejedna z nas odnajdzie w tym część siebie. Choć wątek może wydawać się banalny i oklepany nie jest to jedynie historia o miłości. To studium człowieka zmagającego się ze śmiercią i próbującego rozliczyć się z przeszłością, przed którą bardzo ciężko uciekać w nieskończoność. W czasie lektury nasuwa się na myśl mnóstwo pytań dotyczących naszego własnego życia. Nie są to pytania natury romantycznej, a głęboko egzystencjalnej.
Urzekło mnie pokazanie przez „Souvenir”, że (wiem jak absurdalnie to zabrzmi) wyrok śmierci może być impulsem do skierowania naszego życia na właściwy tor. Choćbyśmy tego życia mieli przed sobą już bardzo niewiele… Jednocześnie jest to ostrzeżenie – żyjmy w zgodzie ze sobą i nie czekajmy na tak drastyczne impulsy.
Wielkie brawa dla autorki! Dawno nie czytałam tak emocjonalnej książki dotykającej szerokiej gamy życiowych problemów.
Zdecydowanie polecam,
(Żanett Kaleta ;-))
Żaneta
Właśnie ten cytat z kolejnej książki jaką chciałabym Wam przedstawić i polecić, zasłużył wg mnie najbardziej na umieszczenie go na wstępie. Dążenie ze wszystkich sił do tego, czego pragniemy, co czujemy i za czym tęsknimy jest w dzisiejszych czasach bardzo trudne. Mimo to nadal ogromnie istotne. Przecież nikt z nas nie chciałby stać kiedyś na progu śmierci i żałować utraconych szans na szczęście….
„Souvenir” to literacki debiut Therese Fowler. Podsunęła mi go przyjaciółka. Pożyczając mi tę książkę powiedziała tylko: „Na pewno będziesz płakać, bo nawet ja na końcu się popłakałam”. „Nawet ja” miało oznaczać, że nie zdarza jej się zbyt często i bez powodu ronić łzy. W naszej relacji to ona zdecydowanie jest Rozum, a ja Serce. Połknęłam tą książkę w mgnieniu oka, przeżywając każdy kolejny rozdział bardziej i bardziej… ale do rzeczy!
Meg Powell to mieszkająca w Ocala ginekolog- położnik, która - mogłoby się wydawać - ma wszystko. Satysfakcjonująca praca, porządny i zaradny mąż, pozornie grzeczna i obdarzona talentami córka – Savannah. To "wszystko" pozbawione jest jednak najważniejszego – szczęścia.
Kobieta siedemnaście lat temu poślubiła bogatego bankiera Briana Hamiltona, aby pomóc swojej rodzinie. Mężczyzna zgodził się w zamian za jej rękę anulować dług hipoteczny, jakim była obciążona farma jej rodziców. Podejmując ten drastyczny krok Meg rezygnuje ze szczęścia, jakim miało być spędzenie całego życia z jej jedyną i największą miłością Carsonem McKayem – ubogim synem sąsiadów. Ostatnią noc przed ślubem kobieta spędza z ukochanym, raniąc tym dogłębnie siebie i jego.
Próbując zrekompensować sobie brak miłości w małżeństwie, Meg zatraca się w pracy. Klinika i wychowywanie córki to jedyne, co nadaje sens jej życiu. Jednak zaangażowanie w prace zaczynają utrudniać jej niepokojące objawy – krótkotrwały paraliż ręki, a następnie również nogi. Gdy objawy nasilają się, Meg odwiedza neurologa. Diagnoza raz na zawsze zmienia bieg jej życia. Okazuje się, że cierpi na stwardnienie zanikowe boczne – chorobę Lou Gehriga. Będąc absolwentką medycyny Meg doskonale wie, że zanik mięśni prowadzi do nieuchronnej, pozbawionej godności śmierci. Bohaterka tylko początkowo wpada w panikę, którą zastępuje gotowość do działania. Postanawia wykorzystać czas względnej sprawności: chce odbudować zaniedbaną przez pracę relację z dorastającą córką i…. odzyskać utraconą miłość.
W między czasie autorka książki pozwala poznać nam Carsona McKaya, który jest obecnie wielką gwiazdą rocka. Pomimo tylu lat nigdy nie wyleczył się do końca z dawnej miłości. Jego uczucia obecne są w komponowanych przez niego utworach. Choć bycie rockmanem zapewniło mu luksus, sławę i dostęp do pięknych kobiet – on nigdy nie potrafił się zaangażować. Również teraz, pomimo zbliżającego się ślubu, nie umie w pełni odwzajemnić uczuć młodziutkiej surferki Val.
Nagłe spotkanie Meg i Carsona budzi uśpione uczucia. Kobieta stojąca u progu śmierci nabiera odwagi aby żyć i umierać w zgodzie ze sobą. Próbując zbliżyć się do córki odkrywa jej nastoletnie problemy. Pisze dla niej wzruszający dziennik w celu przekazania jej swej życiowej mądrości. Czy uda jej się wykorzystać pozostały czas i być szczęśliwą…?
Nie bardzo chciałabym zdradzać Wam więcej, ponieważ odbiorę przyjemność czytania (oczywiście o ile ktoś sięgnie po „Souvenir”). Książkę czyta się lekko a dostarcza ona tylu emocji, skłania do przemyślenia swojego życia, wzrusza. To piękna historia kobiety, która kochała wielką, płomienną miłością, ale musiała z niej zrezygnować – poślubiła innego. Myślę, że niejedna z nas odnajdzie w tym część siebie. Choć wątek może wydawać się banalny i oklepany nie jest to jedynie historia o miłości. To studium człowieka zmagającego się ze śmiercią i próbującego rozliczyć się z przeszłością, przed którą bardzo ciężko uciekać w nieskończoność. W czasie lektury nasuwa się na myśl mnóstwo pytań dotyczących naszego własnego życia. Nie są to pytania natury romantycznej, a głęboko egzystencjalnej.
Urzekło mnie pokazanie przez „Souvenir”, że (wiem jak absurdalnie to zabrzmi) wyrok śmierci może być impulsem do skierowania naszego życia na właściwy tor. Choćbyśmy tego życia mieli przed sobą już bardzo niewiele… Jednocześnie jest to ostrzeżenie – żyjmy w zgodzie ze sobą i nie czekajmy na tak drastyczne impulsy.
Wielkie brawa dla autorki! Dawno nie czytałam tak emocjonalnej książki dotykającej szerokiej gamy życiowych problemów.
Zdecydowanie polecam,
(Żanett Kaleta ;-))
Żaneta
Subskrybuj:
Posty (Atom)


